Listopad 2013

szachownica

Szachy

W dzisiejszym wpisie chciałbym odnieść się do zdjęcia, które wykonałem podczas jednej z sesji ślubnych, a które wywołało niemałe zainteresowanie. Opowiem o tym, czym to zdjęcie się wyróżnia. Opowiem o perspektywie, a w końcu – opowiem jak osiągnąłem efekt tilt-shift bez zastosowania obiektywu typu tilt-shift.

Na początek trochę teorii. Czym tak naprawdę jest tilt-shift? W najprostszych słowach jest to technika pozwalająca zmienić płaszczyznę perspektywy na zdjęciu. Obiektywy typu tilt-shift pozwalają na przesunięcie ich osi optycznej, fotografowana płaszczyzna znajduje się wówczas pod kątem do aparatu fotograficznego z dodatkowo przesuniętym środkiem perspektywy zdjęcia. Efektem takiego działania są fotografie, na których obiekty (o ile są dobrze skomponowane w kadrze) wydają się bardzo małe – obserwator ma wrażenie oglądania fotografii makiety. Wszystko przez niestandardowo poprowadzoną na zdjęciu płaszczyznę ostrości. Taka korekta perspektywy znajduje również praktyczne zastosowanie w fotografii architektury – wykonywanie zdjęć dużych obiektów z bliska sprawia problemy z zachowaniem linii i kątów prostych na zdjęciu, z pomocą przychodzi wtedy reguła Sheimpfluga. Oczywiście wszystko zależy od intencji fotografującego. Niekiedy przerysowania oraz krzywizny nie przeszkadzają, czasem wręcz przeciwnie – co z najlepszymi intencjami starałem się przedstawić tutaj.

W Poznaniu, w Starym Browarze znajduje się miejsce, które wydało mi się idealnie pasować do spróbowania zabawy z perspektywą na zdjęciu. Ogromna szachownica rozciągająca się na powierzchni blisko 70m2. Nad nią wznoszą się trzy piętra galerii – dość łatwo zatem znaleźć sobie miejsce, z którego będziemy fotografować, w zależności od zastosowanej ogniskowej obiektywu. Ja wybrałem środkowe piętro i obiektyw 85mm.

Jak już wspomniałem wcześniej, zdjęcie wykonałem bez użycia obiektywu typu tilt-shift. Pożądany efekt uzyskałem zdejmując obiektyw z korpusu i przykładając go lekko skośnie do niego. Powstały oczywiście szczeliny, przez które wpadało światło zakłócające działanie światłomierza i prześwietlające wykonywane zdjęcia. Problem ten wyeliminowałem tym, co akurat miałem pod ręką – chwyciłem obiektyw przez ściereczkę z mikrofibry, skutecznie osłaniając te miejsca, gdzie nie przylegał on do korpusu aparatu. Taki zestaw ma niestety kompletnie nieprzewidywalną regulację ostrości – nie potrafię nawet teraz przywołać z pamięci, jaka pozycja była wybrana na pierścieniu podczas wykonywania ostatecznego ujęcia. Trzeba tutaj pracować metodą prób i błędów. Przysłonę zostawiłem maksymalnie otwartą, miałem zamiar w ten sposób pogłębić efekt rozmazania nieostrych części zdjęcia – szczerze mówiąc jednak nie jestem do końca przekonany, czy miało to jakiekolwiek znaczenie w tym aspekcie. Przy tak zmodyfikowanym układzie optycznym maksymalne otwarcie przysłony pozwoliło natomiast uniknąć winiety (brzydkiej i nieregularnej), która pojawiała się przy wartościach już od F4 w górę.

Wybierając obiektyw do tego typu operacji pamiętajcie o tym, że nie sprawdzą się tutaj obiektywy z automatyką przysłony – po zdjęciu z korpusu przysłona w nich jest maksymalnie zamknięta (otwierana popychaczem bagnetu po zamontowaniu). Bardzo problematyczne będzie też ustawienie ostrości na obiektywach z autofokusem – pierścień działa tam często bardzo luźno. Do takich zabaw zdecydowanie polecam obiektywy w pełni manualne. Należy również mieć na uwadze niebezpieczeństwa uszkodzenia sprzętu – obiektyw może upaść, z kolei zbyt głęboko wsunięta jego krawędź w korpus może zahaczyć o podnoszące się lustro. Wskazane jest zatem zachowanie daleko idącej ostrożności – bez ryzyka nie ma jednak zabawy!

Na koniec mała dygresja – fotografowanie w Starym Browarze (ale dotyczy to praktycznie każdego obiektu użyteczności publicznej) wymaga zgody administracji. Jeżeli będziecie chcieli zdjęcia opublikować – również wymaga to ich zgody. Pamiętajcie o tym, a unikniecie przykrych niespodzianek.

pryzmaty

Pryzmaty

To jedno z moich ulubionych zdjęć. Światło – klucz do każdej dobrej fotografii, tutaj pada na zroszoną pajęczynę w przydomowym ogródku. Załamuje się, rozszczepia, podświetla – w każdej kropli pokazuje pełne swoje spektrum.

Zdjęcie to wymagało nieco przygotowań – wyczekałem popołudniowego słońca oraz użyłem… spryskiwacza. Znaleźć należało również odpowiednio wyeksponowaną pajęczynę. Ważnym było, aby słońce padało z boku – możliwie prostopadle na scenę. Spryskiwacz przydał się do przygotowania obiektu – trzeba bardzo przy tym uważać, aby strumienie kropli nie pozrywały pajęczyny. Podczas przygotowań do wykonania tego zdjęcia kilku ośmionogich przyjaciół niestety straciło swoje domostwa…

Wspomniane popołudniowe słońce padające na scenę niemalże prostopadle spowodowało, że nie potrzebowałem żadnych dodatkowych źródeł światła. Słońce też nie przeszkadzało – na zdjęciu nie ma prześwietleń oraz flar, które często pojawiają się, gdy fotografujemy na przykład pod słońce. Nie zawsze jest to efekt niepożądany, o czym pewnie przekonacie się czytając kolejne wpisy, niemniej jednak przy zdjęciach tego typu byłoby to niewskazane (oczywiście, z chlubnymi wyjątkami od tej reguły).

Przejdźmy do spraw technicznych. Do wykonania tego zdjęcia użyłem obiektywu 35mm zamykając przysłonę do wartości F5.6. Taka konfiguracja zapewniła mi najwyższą ostrość w wybranym punkcie. W celu uzyskania odpowiednio małej głębi ostrości oraz ciekawej plastyki zdjęcia na obiektyw nałożyłem konwerter makro – układ soczewek skupiających o zdolności zbierającej 8 dioptrii. Płaszczyzna ostrości w takim zestawie jest naprawdę mała, powinniście jednak zapomnieć o autofokusie – ostrość trzeba ustawić ręcznie. Aparat z obiektywem zwykle nie radzą sobie dobrze z ustawianiem ostrości, jeżeli nałożone zostaną dodatkowe instrumenty optyczne.

Aparat stał na statywie. Dlaczego? Bo często jest to wygodniejsze. Łatwiej wtedy dobrać odpowiednio kadr, wykonać kilka ujęć bez konieczności ustawiania siebie w upatrzonej wcześniej pozycji. Jeżeli zdjęcie nie wymaga szybkich reakcji (na przykład z powodu zmieniającej się sceny), warto korzystać ze statywu. Jak już jesteśmy przy statywie, to kilka porad z nim związanych: używaj samowyzwalacza ze wstępnym uniesieniem lustra w aparacie, żeby zniwelować wszelkie drgania zestawu podczas wykonywania zdjęcia. Wyłącz też zawsze stabilizację obrazu, jeżeli Twój aparat/obiektyw ją posiada – pozostawienie jej włączonej na statywie daje efekt odwrotny do zamierzonego.

Zdjęcia makro zachwycają, pokazują to, czego często nie widać. Do makrofotografii powstało wiele specjalistycznych obiektywów oraz akcesoriów, niemniej ciekawe efekty można uzyskać wykorzystując ogólnodostępne (czyt. w przystępnej cenie) środki. Warto spróbować!

DSC02034

Symetria

Licheń. Monumentalne Sanktuarium Maryjne, jedno z większych na świecie. Na mnie wywarło wrażenie raczej negatywne, emanując z każdego kąta zbędnym przepychem i przesadzonymi złoceniami. Tym, co można tam zobaczyć można by obdzielić kilkanaście innych obiektów, a i tak zostało by tego sporo. Nie jest to jednak wpis o sensowności istnienia tego obiektu, popatrzmy zatem na Licheń okiem obiektywu – i tu muszę przyznać, nasz aparat będzie miał na co popatrzeć.

Fotografia, którą chciałbym dzisiaj szerzej opisać przedstawia sklepienie nawy głównej – prezbiterium jest u dołu zdjęcia, część elewacji przedniej – u góry. Po bokach (niesymetryczne) nawy boczne.

Na zdjęciu chciałem uchwycić geometryczną perfekcję planu, na którym cała bazylika jest postawiona. Wybrałem obiektyw 8mm, z przysłoną 7.1 – taka ogniskowa pozwoliła objąć maksymalnie szeroki kadr, mocno zamknięta przysłona natomiast – zachować ostrość w pełnym kadrze. Aparat leżał na ziemi, wycelowany prosto w górę, odpalony samowyzwalaczem (żeby zdążyć uciec z kadru). Przy tak krótkich ogniskowych bardzo istotne jest jak najdokładniejsze ustawienie aparatu względem fotografowanego obiektu, zwłaszcza w sytuacji fotografowania przestrzeni symetrycznych – minimalne przesunięcie aparatu powoduje niemożliwe do odwrócenia zachwianie perspektywy, nie wyprostuje się takiego zdjęcia żadnym programem graficznym. W Licheniu bardzo pomocne w prawidłowym ustawieniu są wzory umieszczone na posadzce, które idealnie odwzorowują układ sklepienia. Aparat leżał więc dokładnie pod centrum kopuły bazyliki.

Obróbka ograniczyła się do kilku podstawowych rzeczy. Wykadrowałem zdjęcie (przy takiej ogniskowej do kadru załapały się fragmenty ławek, były widoczne w narożnikach), dodałem delikatną winietę. Poprawiłem balans bieli – zawsze fotografuję na automatycznie dobieranym balansie przez aparat, zwykle nie ma dużo czasu na prawidłowe ustawianie tego parametru, a fotografia cyfrowa pozwala na takie uproszczenia. Na koniec korekta ekspozycji oraz krzywych tonalnych. Powstało około dziesięciu ujęć tego kadru, wszystko przez ekstremalną symetrię obiektu oraz osoby kręcące się wokół.

Tym wpisem chciałbym rozpocząć serię, w której będę opowiadał o wybranych zdjęciach, jakie udało mi się wykonać. Chętnie odpowiem na pytania. Chętnie też dowiem się, jakie zdjęcia chcielibyście zobaczyć w kolejnych wpisach. Do usłyszenia wkrótce!